paździe.22

o odchudzaniu ciąg dalszy...

dodano: 22 października 2009 przez Varos


Chyba całe moje otoczenie funkcjonuje zgodnie z zasadą "w przyrodzie nic nie ginie".Chudnie siostra, kuzynka, schudła koleżanka ze studiów ( bagatela! 20 kilogramów) oraz wszyscy krewni i znajomi Królika. Nawet ci , którzy nigdy nie stosowali diet, bo przez kilkadziesiąt lat kochali swoje obłe ciałka. A ja z przerażeniem ujrzałam na wyświetlaczu wagi szóstkę zamiast piątki...po wiecznotrwałej siódemce, która wciąż na pierwszej pozycji od ponad roku...Czyżby cała materia, ulatując gdzieś w atmosferę - w postaci oparów potu, pary wodnej i sublimującego tłuszczu osiadała na mnie, tworząc lipidowy pancerz?

Pomyślałam - obejrzę film dokumentalny o ekstremalnie grubych ludziach - może to mi poprawi humor. Niestety, cała endorfina i serotonina wyparowały ze mnie po pierwszych minutach.Oczyma wyobraźni ujrzałam swoje fałdy unoszone dźwigiem, w celu wyniesienia mnie do szpitala.Brrr!

Na poprawę humoru - fragment mojej zwariowanej książki o miejskiej czarownicy, której chyba nigdy nikt nie wydrukuje i nie przeczyta:

 

"[...]wojska chana bułgarskiego Borysa Michała , niedostrzeżone przez nikogo, skradały się nocami coraz to bliżej miejskich murów, dnie w lesie ciemnym pędząc.

- Pani, poseł przybył! – wbiegł do sypialni królowej ,choć  jeszcze nie świtało ,zasapany, nieco otyły służący.

-Kto śmie burzyć sen władczyni?!- zagrzmiała, ukrywając wrzaskiem pomieszanie – jeszcze żaden mężczyzna od czasów śmierci króla nie zobaczył jej w stroju nocnym.

- Wybacz, o Największa i Najmędrsza , to bułgarski posłaniec Wielkiego Borysa!

Królowa poganiała rozespaną służkę, by szybciej suknie pomagała przywdziewać. Nieuczesana, złapała lewą dłonią niedowiązany sznur gorsetu, w prawą ujęła karminową falbanę spódnicy i zbiegła krętymi, marmurowymi schodami , w trzewikach nie do pary ,do sali tronowej. Egzotycznie przyodziany mąż , wyrzucał z siebie słowa obce w brzmieniu gwałtownie , jak, z wytaczanej podczas walki z Turkami, katapulty.

- On mówi, że… -zaczął gruby dworzanin.

-Znam bułgarski! – skarciła służącego pani.

-Zatem, dobry człowieku- wypowiadała płynnie, bo studia nad językiem dużo czasu jej zajęły.-Nie oddamy zamku i miasta dobrowolnie.

-Miasto całe oblężone – wyjaśnił poseł. Królowa w pomieszanie wpadła, ale trzymała czoło wciąż wysoko i dumnie. Nim zdążył nabrać poseł powietrza w płuca, na pierwszym piętrze jęły krzyk podnosić służące. Piski  zagłuszały szczęki szabli, kopii, tarcz i bułgarskie wyzwiska.

- Takie to poselstwo pan wasz nam pokazał?! – królowa wstała, ale poczuła , że niezwiązany gorset zsuwa się, więc natychmiast usiadła.-O, przeklęci! Niech wasze kobiety potwory zrodzą, zwierzęta zgniją zgorzałe, a kukurydza na popiół uschnie!

Poseł pobiegł, do towarzyszy broni dołączyć, zaś królowa postanowiła za wszelką cenę umknąć, by przetrwać najazd i poddanymi rządzić, choćby z ukrycia. Podążyła sekretnym przejściem przez kuchnię, do lochu , stamtąd krętymi schodami do biblioteki, a z biblioteki ukrytą drabiną na , zapomnianą przez wszystkich, a znaną jej tylko z opowieści babki, wieżę. W komnacie panowało nadzwyczajne zimno. Vosar okręciła się ciasno halkami i spódnicami, wreszcie zawiązała gorset – na tyle, na ile potrafiła bez pomocy służącej. Oddarła wąską falbankę i związała ognistoczerowne włosy.

Jęła zdejmować niedobrane do pary buty. Pod obcasem lewego wyczuła zgrubienie.

Na podłodze leżał zakurzony, zmięty pergamin. Próbowała odgadnąć niezwykłe litery i rysunki, lecz rozproszyły jej umysł wrzaski i wycia w bibliotece. Usłyszała stosy spadających woluminów i darcie kart. Najeźdźcy dobijali się kijami i szablami do skrzypiących i trzeszczących pod ich naporem drzwiczek wieży. Zaczęła się do bogini Varos , patronki ocalenia w niedoli, modlić, lecz sama nie wiedziała, o co prosić ją winna. Czy o śmierć jak najprędszą i bezbolesną, czy o ratunek jakiowyś magiczny. Wpatrzona w pergamin, mocno ściśnięty ze strachu bladymi placami, zawołała:

- Wolę już wygnanie , choćby na tysiąc dwieście lat, niż pohańbienie!

Drzwiczki wreszcie wyleciały z łoskotem z zawiasów. Dwóch Bułgarów do środka wskoczyło z bluźnierstwami na ustach, bo o zbyt niską framugę łbami zawadzili. Wywrócili łoże zbite z nieociosanych pniaków , zajrzeli pod stolik. Ani śladu żywego ducha!

Chan Borys przejął miasto i zamek – ostatni wolny od panowania wroga bastion Macedonii.

Na wieść o zaginięciu Vosar, mag Sovar wpadł w gniew niepohamowany. Wysyłał do lochu i na stos poddanych, mordował truciznami dworzan, rzucał wieśniakom klątwy na domowe bydło i ptactwo. Nic pomóc mu jednak nie mogło na ten najpotężniejszy na świecie ból - ból nieszczęśliwej miłości.

W drugą pełnię księżyca, w zwierciadle zarysowanym , oświetlonym świecą, odnalazł wreszcie królową. Natychmiast, przejrzawszy caluteńką bibliotekę w pracowni, przygotował czarodziejskie mikstury, zaklęcia i… wyruszył w dalekie czasy, aby utraconą piękność spotkać. Zwierciadło przepowiadało mu na wyprawie śmierć niechybną , lecz on niczego tak nie pożądał, jak choć raz jeszcze rąbka sukien Vosar dotknąć, choćby końcem palca…


photo
królowa Vosar ucieka...: tak naprawdę to ja - na przymiarce sukni ślubnej sto lat temu, przed lustrem, bynajmniej nie magicznym, a wentylator też raczej nie starożytny ;-) Zdjęcie pochodzi z notki o odchudzaniu ciąg dalszy...


Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Wasze komentarze

zgłoś
blonddorotka 22 października 2009 blonddorotka napisała:

rewelacyjna fotka!!! a suknia jak z marzen!!!


zgłoś
Varos 22 października 2009 Varos napisała:

Dzięki;-) Z przodu jednak nie było tak super;-( W końcu to był 5 miesiąc ciąży...


zgłoś
blonddorotka 23 października 2009 blonddorotka napisała:

o, to tym bardziej jestem ciekawa!!!